Prawda jest taka, że czasem ciężko mi zrozumieć niektórych ludzi. Nie chodzi mi o ich zdanie na jeden konkretny temat, a raczej o filozofię życia, sposoby rozwiązywania problemów czy choćby styl zwykłej rozmowy. Drażnią mnie osoby nie znoszące sprzeciwu i usilnie (często nieudolnie!) próbujące przekonać mnie do swoich racji. Jednak wobec wszystkich stosuje dwa kroki. Po pierwsze, zawsze staram się zrozumieć- co mój rozmówca nie zawsze zdaje się nie dostrzegać - a po drugie, staram się wypowiedzieć w danym temacie.
Jak bezpardonowo przerywa moją wypowiedz, po czym ciągnie temat pod siebie, jak gdyby nie słuchał tego co mu przed chwilką powiedziałam - no nic, dalej słucham po czym - i ja bezpardonowo mu przerywam. A jakże. Gdy (/jeśli) sytuacja się powtarza, po prostu się wyłączam. Kiedyś sumienie mi na to nie pozwalało. Obecnie, poznałam zbyt wiele ludzi, z którymi (czasem) muszę się spotykać, z którymi muszę mieć kontakt więc pozwalam sobie na taki "wyłącznik". Czasami dobrze zastanowić się, co tak naprawdę mówimy, jakie wysyłamy sygnały i - wreszcie - co z tą kulturą?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz